Marek o Bolku.

A wiesz drogi przyjacielu,
że zadanie które mi zadałeś, rzecz o którą prosiłeś, prośba którą skierowałeś do mnie wydało mi się dziwne.

Powiedziałeś dobrze byłoby napisać wspomnienie o Bolku J.

Tak, zapewne coś ci odpowiedziałem, jak sądzę zgodziłem się. Pewnie sympatycznie zauważyłem, ze to oczywiście i z wszechmiar itd., ale zaraz potem, po tej rozmowie, a był wieczór i zimno i jesień, pomyślałem, poczułem, powiedziałem sobie: jakże to: wspomnienie?

Nie po co i nie dlaczego o Bolku, ale właśnie: jakże to: Wspomnienie.

Przecież on, przecież my, przecież kiedy jadę pociągiem do W. To w tym samym miejscu torów spotykam zawsze tych trzech chłopców, którzy co rok pierwszego dnia wiosny szli na niekończące się nigdy, a przecież wycelowane w jakieś odległe, wspaniałe cele struny torów. Spotykam Ryśka i siebie i właśnie Bolka J. Słyszę rozmowy i plany i próbuję się wtrącać, dorzucać jakieś uwagi, rozsądne stwierdzenia, wyważone oceny. Ale oni, tych trzech młodych ludzi, nie zwracają uwagi na mnie i widzę że w Bolkowej duszy drgają napięte, lśniące struny, jak błyszczące wiosna tory, jak promienie bożego światła, struny w których mieni się i przemieszcza zarówno poezja, jak i matematyka, umiłowanie ludzi i walka o coś wielkiego. Wydaje się, ze całe zagmatwane wnętrze jego duszy rozświetlone było dodatkową iskrą, może nieświadomej, wiedzy o celu.
Bolek Jurkiewicz

Dla mnie on zawsze pędzi, podąża do najistotniejszego dzieła. I choć się śpieszy to zawsze jeszcze z codzienności zdąży wyłuskać szlachetne, harmonijne, jakoś skończone w formie wiersze, książki, dyskusje. Gdy byliśmy razem widziałem jak ciężko pracował, jak dużo się uczył, jak się z tym wszystkim śpieszył, jak rzetelnie i nawet mrówczo podchodził do problemu który go zajmował. Ale też potem, gdy czytałem gotowe dziełko, zazdrość mnie brała i podziw… Takie to było trafne, jasne, doprawdy boleśnie nieraz piękne.

I teraz, gdy sam coś piszę, czuję jego wzrok i roziskrzony i przecież dobry i jeszcze dokładnie widzący, czy naprawdę z serca piszę. Więc gdy ostatnio byli u mnie z Ryśkiem, a przegadaliśmy całą noc, i dzisiaj zdarza mi się dyskutować z nim i spierać i jak zwykle zmusza mnie do szukania miejsc głębszych, do odnajdywania takich zakamarków w mojej duszy, o których pojęcia nie miałem.

Mój drogi, pisać wspomnienie to tak, by zamykać książkę.

Przyjedź kiedyś do Z…. pociągiem.

Ale koniecznie wiosną.

I wtedy, gdy pociąg zwalnia przed miastem, tuż obok rozbłysku słońca na mokrej szybie, zobaczysz go, mojego przyjaciela Bolka J. jak biegnie do celu wyznaczonego niekończącymi się torami.

Dlatego właśnie pomyślałem: Jakże to. Wspomnienie o Bolku? Epilog?

Nie, nie drogi przyjacielu. Ja jeszcze czytam tą książkę.

Zielona Góra dnia 15 lutego 2001.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *